wtorek, 11 listopada 2014

I

Należy jakoś zacząć. Zawsze uważałam, że przedstawianie się czy dokonywanie jakiejkolwiek prezentacji siebie to tylko strata czasu. Jakby nie można było wskoczyć od razu w środek znajomości, oszczędzając sobie niepotrzebnego egocentryzmu. Hej, mam na imię wstawić imię, które jest ładne, jakąś okrągłą liczbę, żeby nikt nie nazwał cię niedojrzałą, lubię oddychać, umiejętnie gram na ludzkich nerwach i wykazuję się arogancją. Dawno, dawno temu - nie wczoraj, kilka tygodni temu - specjalizowałam się w pisaniu wszelkiego rodzaju fanfiction, teraz mój entuzjazm nieco opadł. Ogólnie to jestem bardzo pocieszną osobą, moja mina teraz wyraża niemalże tyle samo, co muł rzeczny. Te pościgi, te wybuchy, ta gra mięśni twarzy! 
Chyba poddałam się kaprysowi, zakładając tego bloga. W sumie, to nie mam pojęcia o czym tutaj pisać. Moje życie nie jest zbyt interesujące (tak naprawdę jest, bo nikt nie widział mnie w jednym pokoju z Batmanem, więc mogę być Batmanem.) Myślę, że może to być swego rodzaju pokój odreagowywania negatywnych emocji (o, tych to jest sporo, życie jest brutalne), coś na kształt zeszytu, gdzie będę mogła głosić swoje pseudopoglądy i spokojnie demoralizować innych ludzi. Jeśli ktoś w ogóle tutaj trafi, bo żywię cichą nadzieję na to, że nikt nie zabłądzi w rozległym świecie Internetu i blog pozostanie nieczytany. 
To "I", imitujące cyfrę rzymską wygląda bardzo majestatycznie. Ułatwia istnienie osobie, która nie miewa zbyt dobrych pomysłów na tytuły jakiekolwiek, co widać po wstępnych szkicach nazwy bloga. 
Spokojnie, Kaśka, i tak nikt tego nie przeczyta. Aj, zdradziłaś swoje imię. Czuję się jakbym miała schizofrenię co najmniej. W dodatku jeszcze jakieś zaburzenia lękowe i rozdwojenie osobowości. Rozczworzenie. 

   

Piosenka na dziś: 



Książka na dziś:

Éric-Emmanuel Schmitt - "Przypadek Adolfa H." - jako, że wczoraj skończyłam, oczy miałam załzawione, a ten kawał mięsa umieszczony w mojej klatce piersiowej ściśnięty i ociekający krwią. Jak mogłyby potoczyć się losy świata, gdyby Hitler został malarzem, porzucając tym samym karierę polityczną? Ilu ludziom oszczędzono by w ten sposób cierpienia (choć ono i tak czeka każdego z nas) i utraty człowieczeństwa? Muszę przyznać, że uwielbiam takie alternatywne historie i gdybanie, co by się stało, gdyby coś innego się nie stało. Wydaje mi się, że trafiłam tematycznie, bo mamy - sprawdza kalendarz i dziwi się na panujący rok, okropna liczba - jedenastego listopada roku pańskiego dwa tysiące piętnastego. Tak, pisanie dat w ten sposób jest niepoprawne, a co najmniej dziwne, mi się podoba. 


Poprawiacz humoru na dziś:

Grafika pochodzi z tej strony, więc za literówki nie odpowiadam. 



Film na dziś:

Hellboy: Złota Armia - właściwie, to na wczoraj, bo wczoraj został po raz -enty wyemitowany w telewizji, a ja po raz -enty oglądałam z miną ucieszonego kotka. Mimo to odczuwam niedosyt i chyba sięgnę po komiks. 



Pesymistyczny akcent na dziś:

Język niemiecki - nie będę oryginalna, pisząc jak bardzo pałam nienawiścią do tego języka. Pewnie z powodu lenistwa i braku chęci do nauki. Tak, to pewnie ta kartkówka, ale możemy poudawać, że jestem patriotką i nie znoszę brzmienia języka niemieckiego ot tak, dla zasady. 



Trochę urody na dziś:





To by było na tyle, może wrócę z następnym postem, może nie - kwestia kaprysu, jak już mówiłam. Każdemu, kto dobrnie do końca tego wpisu wystawię ołtarz za wytrwałość i poświęcenie czasu. 

Kasieka






Żadna z przedstawionych grafik - kotów- nie należy do mnie, są objęte prawami autorskimi, a ja tylko je pożyczyłam. Pochodzą z Deviantart i Tumblr

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz